Powiększ czcionkę za pomocą skrótu klawiszowego CTRL +, a pomniejsz za pomocą CTRL -

Prószków

Mieszkańcy Prószkowa przypominają sobie nieodległe czasy, kiedy bogini Ceres zdobiła swą postacią park przyzamkowy w Prószkowie. Pewnej lutowej nocy kilka lat temu jej z piaskowca wykonany posąg zniknął bez śladu. Policja dość szybko umorzyła postępowanie. Szanse na odnalezienie pomnika równały się liczbie zero (0).

Stąd też samorząd prószkowski podjął inicjatywę wykonania nowego pomnika Ceres (wzorując się trochę na zdjęciach z zamierzchłych czasów). Wykonawcą i dawcą jej drugiego życia jest znany artysta malarz i rzeźbiarz Krzysztof Drygała (Prószkowianin).

Poniżej kilka zdjęć podczas prac oraz tuż po posadowieniu na docelowym cokole.

Ceres 26.07.2007 001.jpeg Ceres 26.07.2007 004.jpeg   Ceres 26.07.2007 014.jpeg Ceres 26.07.2007 013.jpeg   

Ceres 26.07.2007 027.jpeg Wizyta Prezydenta Pruszkowa 18-19.08.2007 (34).jpeg Wizyta Prezydenta Pruszkowa 18-19.08.2007 (36).jpeg uroczyste przecięcie wstegi - od dziś Ceres znów króluje na zamkowym placu
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

"Browar Krombholtza"
Browar 
foto: Krzysztof Duniec W 1870 roku Juliusz Krombholtz założył w Prószkowie browar (rejon dzisiejszej ulicy Zamkowej). Inwestycja rozwijała się znakomicie, miesięczna produkcja sięgała 800 hektolitrów piwa. Prosperity nie zachwiał nawet pożar, który zniszczył miasteczko,
szybko odbudowany browar wznowił produkcję. Warzone w Prószkowie piwo musiało mieć niezgorszą metrykę jeśli eksportowane było nawet do USA i Bóg raczy wiedzieć do czego doszedłyby Herr Krombholtz, gdyby nie tylko potrafił zarabiać, ale także wydawać pieniądze. Z czasem ten drugi talent zdominował pierwszy. Bujne życie, kobiety i długi pożarły browar. By ratować resztę majętności Herr Krombholtz sprzedał konsecję na produkcję piwa - podobno na jej podstawie wciąż jeszcze produkuje piwo jeden z browarów pod Stuttgartem.

"Ewangelicy w Prószkowie"
Kościół ewangelicki 
foto: Krzysztof Duniec Obelisk radcy Jana Bogumiła Leopolda, organizatora i założyciela gminy protestackiej w Prószkowie. 
foto: Krzysztof Duniec Niewielka, protestancka gmina wyznaniowa istniała w Prószkowie już w XVII w, jednak napór kontrreformacji, „Wojna Trzydziestoletnia” i niechęć hrabiów Prószkowskich - zdeklarowanych katolików - rozproszyły wiernych. Szanse na odrodzenie pojawiły się wraz ze śmiercią ostatniego z Prószkowskich i przejściu miasteczka pod zarząd królewski - w roku 1783. Pomyślniejszą koniunkturę wykorzystał zarządca majątku Fryderyka Wielkiego, radca Jana Bogumił Leopold - siła sprawcza organizacji ewangelików w Prószkowie. Pierwsze kazania odbywały się u niego w domu - radca wyposażył jeden z pokoi w ołtarz i ławki, a wobec braku kaznodziei nauki prowadził sam. Oficjalne uznanie prawne gminy nastąpiło w roku 1793, wraz z powołaniem Fryderyka Fromholda na stanowisko kaznodziei parafii ewangelickiej. Nauki wciąż jednak odbywały się w domach wiernych i trzeba było wielu lat, by gmina okrzepła na tyle, by postawić zbór i plebanię. Stało się to w roku 1866. Cztery lata później gmina liczyła 772 parafian z tego 320 w samym Prószkowie. Koniec protestantów w gminie przyniosła II wojna światowa - parafianie, którzy uciekli ze swoich domów w obawie przed zbliżającym się frontem nigdy już nie wrócili na te tereny. Po wojnie gmina nie wznowiła już działalności, plebania przekształcona została przez władze ludowe w Ośrodek Zdrowia. Nieuszkodzony kościół przetrwał i nabożeństwa w nim odbywały się jeszcze do roku 1961 - celebrował je duchowny przyjeżdżający do Prószkowa z Pokoju. Ostatnie nabożeństwo odbyło się w roku 1978. Dziś po ewangelikach w gminie pozostał już tylko pusty zbór, budynek plebanii i malutki cmentarzyk. Leżą na nim radca Leopold, pastor Hirsch i inni z czasów, gdy w Prószkowie, na wieczorne przechadzki wybierali się pospołu katolicki ksiądz i protestancki pastor.

"Kaplica św. Anny"
Kaplica św. Anny 
foto: Krzysztof Duniec Kapliczka usadowiona na końcu ulicy Korfantego, datowana na rok 1813 i początkowo dedykowana św. Michałowi, dziś poświęcona Matce Bożej. Według informacji prószkowskiego proboszcza w latach 1815-1823, ks. Atanazego Sedlaga, w miejscu tym wyznaczony został cmentarz dla żołnierzy napoleońskich stacjonujących w miasteczku podczas wojny francusko-pruskiej (1806-1807). Legenda głosi, że we wnętrzu kapliczki zamurowano „złą” kobietę z Prószkowa. Wskazywać na to ma dziwny, jakby odwrócony kształt kapliczki. Ta sama legenda głosi, że przede laty w miejscu tym pojawiało się widmo psa z ludzką głową.

Kościół św. Jerzego
Kościół 
foto: Krzysztof Duniec Prapoczątki kościoła w Prószkowie są już prawie nieczytelne - pierwsze pisane wzmianki datowane są na rok 1443 i dotyczą rejestru świętopietrza w dekanacie niemodlińskim. W roku 1447 informacja o istnieniu kościoła parafialnego w Prószkowie jest już jednoznaczna. Zważywszy jednak na niewielką odległość od Opola i nieprzerwane, od najwcześniejszego średniowiecza osadnictwo na tym terenie, wydaje się prawdopodobne, że kościół istniał tu już wcześniej. Trudno jednak przyjąć jakąś niepodważalną datę. Nie ma natomiast wątpliwości co do powstania w Prószkowie pierwszej murowanej świątyni - rok 1578. Fundatorem był hr. Jerzy Prószkowski, a pierwszym proboszczem został ks. Melchior Cebulla. Hr. Prószkowski bogato wyposażył świątynię min. w latach 1583-84 zainstalowano na wieży dwa dzwony. Następcy hr.Jerzego kontynuowali dzieło min. dokupując w 1620 roku do już istniejących, trzy kolejne dzwony. Wszystkie opatrzone zostały kartuszami herbowymi i datami wykonania. Do współczesności dotrwały trzy z nich. Inskrypcje w jakie zostały zaopatrzone od przeszło 400 lat głoszą: ”Mój głos chwali Boga, tymczasem kler i lud zaprasza do świątyni, dla wahających się jest upomnieniem”
Zagładę kościołowi przyniosła „Wojna Trzydziestoletnia”. Pod sam jej koniec, w roku 1644 wojska feldmarszałka Lenarta Torstenssona spaliły kościół i zamek Prószkowskich. Prace przy odbudowie świątyni zakończyły się w roku 1687, a uczestniczyli w nich florenccy mistrzowie - Jan Sergano wraz z synami, którzy nadali nowopowstałej świątyni barokową formę. Prawdopodobnie to z ich warsztatu pochodzą zachowane do dziś dwie XVII-wieczne stiukowe rzeźby św. Piotra i Pawła. Barokowe jest również wyposażenie wnętrza - pyszny ołtarz główny, trzy ołtarze boczne, ambona i loża kolektorska Prószkowskich. Do dziś zachowany akt erekcyjny głosi, że kościół oddany został pod patronat św. Jerzego i św. Bartłomieja. Dokument ten przechowywany jest dotąd w miedzianej kuli, która 8 stycznia 1688 roku osadzona została na wieży kościoła. Wydawało się, że nic nie zakłóci spokoju parafii, krytyczny dzień jednak nadszedł - w roku 1757 pożar zniszczył znaczą część wsi, spłonęła również stara plebania. Kościół ocalał tylko dzięki przytomności umysłu jednego z mieszkańców, który zauważył ogień na dachu zakrystii. Prószkowscy nie zdołali odbudować probostwa. Śmierć ostatniego z nich - Leopolda - w pojedynku 10 maja 1769 roku i przejście dóbr w ręce Dietrichsteinów zakończyły erę Prószkowskich. Dietrichsteinowie wywiązali się z obowiązków suwerena - w 1770, za 500 florenów odbudowali plebanię, budynek służy parafii do dziś.

"Krzyż Gallusa"
Krzyż Gallusa 
foto: Krzysztof Duniec Krzyż wznosi się przy drodze z Prószkowa do Zimnic. W miejscu tym parobek Gallusa podczas orki wykopał ciało noworodka. Matkę dziecka udało się ująć. Została osądzona i skazana, a po odsiedzeniu wyroku emigrowała do Polski. Bezpośrednim zabójcą był jednak podobno ojciec nieślubnego dziecka. Zanim jeszcze w 1903 roku Gallus ufundował krzyż, w miejscu tym nocami dawało się słyszeć krzyk dziecka. W późniejszych latach, gdy krzyk niemowlęcia dawno już umilkł, nieopodal krzyża, o zmierzchu i nocą widywano zjawę kobiety w białej sukni. Zarzekał się, że widział ją Wiktor Ptak, kupiec, któremu pewnej nocy, roku 1924, przyszło wędrować drogą z Zimnic do Prószkowa. Od dawna już nikt nie wędruje tą drogą o zmierzchu, co najwyżej przejeżdżają tędy samochody. Kto zatem wie co dzieje się nocami przy „Krzyżu Gallusa”?

Ks. Hugon Kwiotek
Grób ks. Hugona Kwiotek 
foto: Krzysztof Duniec 27 listopada 1907 powołany został na urząd proboszcza kościoła parafialnego p.w. św. Jerzego ks. Hugon Kwiotek, jedna z najświetniejszych postaci w dziejach parafii. Sprawował swoją posługę przez pół wieku, powierzonych sobie wiernych przeprowadził przez obie wojny światowe, powstania, burzliwe czasy powojenne. Świetny administrator, krzątał się nie tylko wokół spraw ducha - przyczynił się znacząco do budowy drogi Prószków - Zimnice Małe, zainicjował budowę drogi z Ligoty Prószkowskiej do Jaśkowic, szkoły parafialnej w Prószkowie, kościoła w Przysieczy. Odważny i zdolny do własnego osądu rzeczywistości, przez całą wojnę, aż do sierpnia 1945 roku, przechowywał w ukryciu powierzoną jego opiece figurę św. Anny i cudowny obraz Matki Boskiej Opolskiej z klasztoru na Górze św. Anny. Ksiądz Kwiotek pojmował ekumenizm literalnie - ci którzy go pamiętają dotąd wspominają osobistą przyjaźń ks. Kwiotka z pastorem W. Balthazarem. Ks. Kwiotek zmarł 1 grudnia 1959, pochowany został na cmentarzu parafialnym w Prószkowie.

"Kaplica św. Nepomucena"
Nepomucen I 
foto: Krzysztof Duniec „Św. Nepomucen” - figura z roku 1877, w kapliczce nieopodal mostku nad Prószkowskim Potokiem. Pierwotnie figura świętego zainstalowana była na drzewie, ale kiedy to spróchniało, człowiek nazwiskim Haumann ufundował kosztem 120 DM kapliczkę, która stoi do dziś.
Sadowienie św. Nepomucena nieopodal mostów jest uzasadnione o tyle, że święty ten jest ich patronem, od kiedy Wacław, król Czech, utopił go w Wełtawie. Św. Nepomucen naprawdę nazywał się Jan z Pomuk i był generalnym wikariuszem Pragi. W roku 1393 król Wacław Czeski wdał się w spór kompetencyjny z arcybiskupem Pragi. W efekcie król kazał uwięzić arcybiskupa, wikariusza Jana i dwóch innych dostojników kościoła. Z Wacławem kłopot polegał na tym, że był trudno obliczalny i wszędzie węszył spiski. Tym razem również był przekonany, że arcybiskup knuje przeciw niemu. Nie mając żadnych dowodów próbował torturami wymusić na duchownych przyznanie się do winy. Nie osiągnąwszy powodzenia, zwolnił arcybiskupa, a na pozostałych usiłował wymusić zapewnienie, że nigdy nie wspomną o torturach. Zmaltretowany Jan nie był już jednak w stanie podpisać żadnego dokumentu. Rozsierdzony tym Wacław nakazał więc związać nieszczęsnego wikariusza i zrzucić z mostu do Wełtawy. Z czasem Jan z Pomuk został kanonizowany, Wacław zaś zmarł w roku 1419 na wieść o powstaniu husytów.

 

"Grób pastora Hirsch'a"
Nagrobek Pastora Karola Maurycego Edwarda Hirsch’a, 
foto: Krzysztof Duniec Pastor Karol Maurycy Edward Hirsch (1806-1859), piąty kapłan Parafii Ewangelickiej w Prószkowie. Powołany po śmierci pastora Ernesta Zygmunta Liersza upamiętnił się powołaniem do życia w roku 1855 roku Wspólnoty Ubogich. Jej zadaniem było wspieranie materialne współbraci w wierze. W najlepszych latach swojej działalności Wspólnota wydawała dziennie 100 posiłków. Niestety idea ta załamała się po śmierci pastora Hirscha w roku 1859. Hirsch spoczął na prószkowskim cmentarzu ewangelickim. Wierni jego pamięci współwyznawcy ufundowali mu nagrobek. Na tym samym cmentarzy również obelisk radcy Leopolda - jednej z najbardziej pamiętnych postaci w historii prószkowskich ewangelików.

 

Pomologia
Królewski Instytut Pomologiczny powołany został w Prószkowie w roku 1866, a jego zadaniem było kształcenie ogrodników i sadowników. Na potrzeby placówki pobudowano na północ od wsi budynki dydaktyczne, założono ogrody, szklarnie i szkółki drzew owocowych. Kształcenie w szkole trwało dwa lata, a wykładowcami byli nauczyciele akademiccy. Oprócz botaniki, chemii, mineralogii, sadownictwa, matematyki  w Instytucie wykładano również pszczelarstwo, prowadzono kursy hodowli jedwabników, działała stacja meteorologiczna, zoologiczna, botaniczna. Pierwszym dyrektorem Instytutu był Gustaw Stoll, gdy zmarł w 1897 roku, park przy Instytucie nazwany został jego imieniem. W szkole kształciła się nie tylko młodzież z Niemiec, ale również kursanci z Rosji, Szwecji, Austrii, a nawet z USA. Od roku 1934 w szklarniach Instytutu odbywały się coroczne wystawy chryzantem - pierwszą odwiedziło niespełna 300 osób, cztery lata później zwiedzających było blisko 5.500. Świetność Pomologii trwała do lat 70 dwudziestego stulecia. Dziś, rozbudowana szkoła kształci kolejne pokolenia. Do spacerów zaprasza sławny swego czasu na całe Niemcy park, gdzie przy ocienionych alejkach rosną świadkowie dawnych dni - gatunki drzew i krzewów nie widywane nigdzie indziej, jak tylko tu.

 
Zachowane brama wjazdowa i budynki Pomologii. 
foto: Krzysztof Duniec   Zróżnicowanie gatunkowe roślin w parku sprawia, że niemal przez wszystkie miesiące wiosny i lata coś tu kwitnie - magnolie obsypują się kwiatami jako jedne z pierwszych. 
foto: Krzysztof Duniec W parku wciąż jeszcze rosną unikatowe w Polsce drzewa i krzewy - min. najwyższy w Polsce cypryśnik błotny. 
foto: Krzysztof Duniec Ogrody i park Pomologii słynęły z egzotycznych drzew, krzewów i kwiatów. Kolekcja gromadziła gatunki z Afryki, Azji obu Ameryk. 
foto: Krzysztof Duniec

Wiosną w parku rozwkitają magnolie i zielenią się krzewy

"Krzyż Pscelnika"
Krzyż Pscelnika 
foto: Krzysztof Duniec Trudno precyzyjnie ustalić, jak długo krzyż stoi przy drodze z Prószkowa na Ochodze - zapewne dobrze ponad 100 lat. Przechowała się jednak w zbiorowej pamięci opowieść o „pscelniku”, którego otoczony barciami domek stał onegdaj na „farskim” - czyli księżym polu -, na północ od krzyża. Obowiązkiem „pscelnika” była nie tylko opatrywanie pszczelich pni i pozyskiwanie miodu, ale również dostarczanie wosku na świece do prószkowskiej parafii. Nie ma już dziś na świecie „pscelników”, trochę zielarzy, trochę znachorów, często bardziej życzliwych pszczołom niż ludziom. „Krzyż Pscelnika” w Prószkowie jest może jedyną na Opolszczyźnie pamiątką po tych ludziach.

"Staw Glazurów"
Staw Glazurów 
foto: Krzysztof Duniec Jak opowiada miejscowa legenda, w rozlewającym się na południe od kapliczki św. Nepomucena „stawie Galzurów” pomieszkiwał niegdyś wodnik. Zwykle nie opuszczał stawu, ale kiedy miał wyjątkowo dobry humor bywało, że przechadzał się z mieszkańcami Prószkowa aż na rynek. Informacja ta wskazuje, że prószkowski wodnik był usposobienia raczej pogodnego, czego nie da się powiedzieć o wodniku w  Wybłyszczowa, który bywał mocno wredny.

Zamek Prószkowskich
„Kaplica zamkowa „ - barokowe stiuki i ołtarz pamiętają jeszcze bodaj czy nie nawybitniejszego z Prószkowskich - hr. Jerzego Krzysztofa II. 
foto: Krzysztof Duniec „Sala Rycerska” - jedno z najlepiej zachowanych i najcenniejszych wnętrz zamkowych. 
foto: Krzysztof Duniec Według omszałej legendy, pierwszą, drewnianą jeszcze warownię pobudować miał w Prószkowie, w roku 1250 Stanislaus, jeden z potomków Radossiusa, którego przodkowie trafili na Śląsk z Czech. Informacje te nie znajdują pełnego potwierdzenia w źródłach, wydaje się jednak prawdopodobne, że warownia istniała w Prószkowie znacznie przed rokiem 1563, kiedy to Jerzy Krzysztof Prószkowski wzniósł pierwszą, prawdziwie magnacką siedzibę. Powstały zamek połączył w sobie walory obronnego bastionu i renesansowego pałacu. W owych czasach była to - nie licząc „Zamku Piastów” w Brzegu - rezydencja unikatowa, z krużgankowym dziedzińcem i systemem wysuniętych fortyfikacji na wypadek oblężenia z użyciem coraz powszechniejszej artylerii.
Takie założenia architektoniczne, czerpiące inspiracje z renesansowej architektury włoskiej, uchodzą na Śląsku za wyjątkowe. Włoskie inspiracje dostrzegalne są również w sgraffitowych zdobieniach elewacji ściany północno-zachodniej - prószkowskie sgraffita, to głównie figuralne przedstawienia scen batalistycznych, rodzajowych, mitologicznych. Wylansowane przez hr. Prószkowskiego figuralne sgraffita i koncepcja krużgankowego dziedzińca, skopiowana została w późniejszych latach w innych zamkach na Śląsku. W niezmienionym kształcie rezydencja Prószkowskich trwała do roku 1613, kiedy to dobudowano salę biblioteczną, salę koncertową i teatralną. Fortuna długo sprzyjała Prószkowskim, aż przyszedł dzień, gdy pod miasteczkiem pojawił się oddział feldmarszałka Lenarta Torstenssona.
Trwała „Wojna Trzydziestoletnia”, Szwedzi spalili Prószków, złupili i spalili również zamek. Do odbudowy, która rozpoczęła się w roku 1677, Jerzy Krzysztof II Prószkowski zaangażował włoskiego sztukatora i architekta, Jana Sergano. Włoch wzmocnił ściany frontowe zamku dodając dwie wieże nad skrzydłem czołowym i zamurował otwarty wcześniej krużganek. Sergano wzbogacił także zdobienia elewacji - min. wypełnił alegorycznymi figurami głębokie nisze okienne Sali Rycerskiej, a stiuki sklepienia Sali ozdobił alegorycznymi przedstawieniami Wiary, Miłosierdzia, Prawa Ludzkiego, Prawa Boskiego i Modlitwy. Równie kunsztowne zdobienia stiuków zachowały się w zamkowej kaplicy, tu również niezwykłej urody barokowy ołtarz z początków XVIII w.
Wojenne spustoszenia dóbr, poważne koszty odbudowy zamku, wszystko to okazało się rujnujące - Jerzy Krzysztof II zmarł niemal w nędzy. 10 maja 1769 roku, we Wrocławiu, w pojedynku z ręki hr. Zedlitz zginął hr. Leopold Prószkowski, ostatni męski potomek rodu. Odtąd mocą prawa spadkowego zamek i dobra prószkowskie przechodzą na własność księcia Karola Maksymiliana von Dietrichstein, męża Karoliny Maksymiliany, córki Jana Krzysztof II Prószkowskiego. W 1783 król Prus Fryderyk II Hohenzollern, kupił od Dietrichsteinów zamek za żądaną kwotę 333.333 i 1/3 dukata. Końcówkę - 1/3 dukata - Fryderyk Wielki kazał specjalnie na okazję transakcji wybić w królewskiej mennicy, w obiegu nie było bowiem takich nominałów.
Zamek nigdy już nie wrócił do Prószkowskich. Nigdy też nie powrócił do dawnej świetności. Przez lata mieściły się w nim rozmaite instytucja użyteczności publicznej, w 1930 roku powołany w nim został oddział szpitala św. Wojciecha dla upośledzonych umysłowo.

 

Restauracja "Zamkowa"
_minizdjecie106_ 
foto: Krzysztof Duniec Śmierć ostatniego z Prószkowskich hr. Leopolda w 1769 roku i przejęcie dóbr przez księcia Maksymiliana von Dietrichstein i późniejsza sprzedaż majątku Fryderykowi Wielkiemu w roku 1783, wyznacza nową erę w dziejach miasteczka. Prusacy dążąc do ożywienia gospodarczego udzielili miasteczku prawa do czterech jarmarków w roku, w okolicznych wsiach powstawać zaczęły folwarki, a w samym mieście zbudowano w 1763 r. fabryczkę fajansu, coraz liczniej osiedlali się też w Prószkowie rzemieślnicy. Miasteczko wciąż jednak zachowywało swój wiejski charakter - przeważała zabudowa drewniana, kryta gontami. Żaden z ówczesnych budynków nie zachował się do współczesności. Lepiej powiodło się pierwszym kamienicom. W jeden z nich, datowanej na połowę XVIII w. mieści się dziś restauracja „Zamkowa” sławna ze znakomitej kuchni. W restauracji zachowały się piękne, osiemnastowieczne, łukowe sklepienia.

Wybłyszczów

          Przedwojenna nazwa Wybłyszczowa - Wilhelmsberg - wywodzi się od nazwiska leśniczego Wilhelma, który osiadł w 1797 r. na wzgórku, w nowopowstałej leśniczówce. W dalszych latach pobudowano wokół leśniczówki kolejne domy służb leśnych, powstała osada, która z czasem wyodrębniła się z Prószkowa. Dzisiejszy Wybłyszczów wywodzi się od nazwy polany, na której wybielano „wybłyszczano” płachty lnianego płótna na potrzeby przędzalni Prószkowskich. W dzisiejszym Wybłyszczowie pamiątek po przędzalni zostało niewiele, jest za to staw do niedawna jeszcze nawiedzany przez wodnika, kapliczka upamiętniająca tragiczne wydarzenia z wczesnych lat minionego wieku, a wokół wsi znakomite tereny rekreacyjne.

Staw Nadymac (Ademac)
Na dzikich groblach, w szuwarzyskach, znalazły ostoje głowienki 
foto: Krzysztof Duniec Staw Nadymac 
foto: Krzysztof Duniec Miejsce to znane jest z wielu zagadkowych wydarzeń. Często bez widocznych przyczyn płoszyły się tu konie, na groblach pojawiały się widma potopionych w stawie dzieci i kobiet. Miał też Nadymac swojego wodnika. Często przybierał postać karła lub dziecka, a miejscowa ludność widziała w nim przyczynę niejednej śmierci w wodach stawu. Wodnik pojawiał się też na okolicznych łąkach i pastwiskach. Dziś pamięć o tych wydarzeniach przechowują już tylko najstarsi mieszkańcy Wybłyszczowa.

Krzyż przy stawie Nadymac (Ademac)
Krzyż przy stawie Nadymac 
foto: Krzysztof Duniec Pierwotnie stał tu krzyż drewniany ufundowany w roku 1850 przez Franca Odelgę. Obecny datowany jest na rok 1927. Krzyż ustawiony na drodze wiodącej z kościoła w Przysieczy do Prószkowa. Podobne krzyże, wskazujące drogę wędrowcom były jeszcze na początku minionego stulecia liczne, przetrwały do współczesności tylko te, których drewniane pierwowzory zamienione zostały na kamienne.

Obraz
Obraz Matki Boskiej Bolesnej 
foto: Krzysztof Duniec Obraz Matki Boskiej Bolesnej w miejscu, gdzie 13 maja 1928 roku zamordowany został wracający z zabawy młody Kansy. Nie przechowały się w tradycji powody tego zabójstwa, nie wiadomo również, kto zabił. Na pamiątkę śmierci syna obraz ufundowali rodzice zamordowanego.